Plac Wolności 13 , Rybnik   44-200 , Śląskie

Wiem, wiem - początek sierpnia, słońce próbuje nas wszystkich wykończyć, (zbyt) wysokie temperatury bezczelnie panoszą się również w dni robocze, a jesień póki co rozgościła się tylko w sklepach oferujących produkty z dalekiego Orientu, ale projektowanie wnętrz to trochę jak gra w szachy. Liczy się umiejętność przewidywania.


Dlatego dzisiaj słów kilka o oświetleniu. Zaczniemy od aspektów technicznych, a potem zdradzę Wam gdzie szukać lamp i które marki to moi faworyci i dlaczego tak bardzo je lubię.


Lumen, luks i inne słowa, których nie trzeba się bać


Zacznijmy od dwóch pojęć, które brzmią bardziej skomplikowanie, niż są w rzeczywistości. Lumen mówi nam, ile światła emituje źródło. Im więcej lumenów, tym – w dużym uproszczeniu – jaśniej. Luks mówi natomiast, ile tego światła faktycznie dociera do konkretnej powierzchni. I właśnie dlatego dwie identyczne żarówki mogą zupełnie inaczej oświetlać blat kuchenny, stół albo podłogę.


Znaczenie ma odległość, wysokość oprawy, jej konstrukcja, kolor otoczenia i kąt rozsyłu światła. Wąski kąt pozwala zaakcentować obraz, rzeźbę czy ciekawą fakturę ściany. Szeroki przyda się tam, gdzie chcemy równomiernie oświetlić większą powierzchnię. Dlatego kupowanie lampy wyłącznie na podstawie informacji o jej mocy jest trochę jak kupowanie butów na podstawie koloru pudełka. Jakaś informacja jest, tylko niekoniecznie ta, której najbardziej potrzebujemy.


Przy projektowaniu domu nie zastanawiam się więc wyłącznie nad tym, ile światła potrzebujemy, ale przede wszystkim: gdzie ono ma trafić i po co właściwie je tam kierujemy.


Blat kuchenny musi być oświetlony tak, żeby cień nie padał na przygotowywane przez nas posiłki. Przy stole światło powinno obejmować blat, ale nie razić siedzących przy nim osób. Obraz na ścianie możemy podkreślić bardziej skupioną wiązką, a ciekawą strukturę kamienia czy tynku światłem padającym bliżej ściany, które wydobędzie jej fakturę.


W przedpokoju potrzebujemy przede wszystkim dobrej orientacji i światła przy lustrze. W sypialni – zdecydowanie mniej festiwalu, zdecydowanie więcej spokoju. Oprócz światła ogólnego przydają się lampki do czytania i delikatne światło wieczorne, przy którym organizm nie dostaje informacji, że właśnie rozpoczęło się południe w lipcu. ALE! W sypialni nie należy rezygnować ze światła ogólnego pomocnego np. podczas sprzątania.


Łazienka jest osobnym małym światem. I dostanie swój osobny, nie taki mały, wpis na blogu. W dużym skrócie? Światło przy lustrze powinno padać na twarz możliwie równomiernie, najlepiej również z boków, zamiast wyłącznie z góry. Pojedyncza lampa nad lustrem w niezbyt twarzowej chłodnej bieli to raczej pomysł na scenografię w kiepskim horrorze. Zwróciliście uwagę jak podchodzi się do oświetlenia w SPA? Światło nastrojowe powinno być dopełnieniem światła użytkowego i podkreślać relaksacyjną funkcję pomieszczenia. Do tego dochodzą wymagania dotyczące bezpieczeństwa i odpowiedniej klasy szczelności opraw w poszczególnych strefach łazienki.


W kuchni oprócz światła ogólnego potrzebujemy dobrego oświetlenia powierzchni roboczych, stołu lub wyspy i – jeśli chcemy – światła dekoracyjnego. I właśnie tu zaczyna być ciekawie, bo dobrze zaprojektowane oświetlenie pozwala wieczorem zgasić światło techniczne i zostawić jedynie kilka delikatnych punktów. Ta sama kuchnia, w której pół godziny wcześniej kroiliśmy warzywa, nagle staje się częścią spokojnej przestrzeni dziennej. Więcej w tym temacie - klik!


2700, 3000 czy 4000 K?


Już kilka razy o tym pisałam i pewnie ten problem nigdy nie przestanie być aktualny - temperatura barwowa światła jest chyba jednym z najprostszych sposobów na zepsucie naprawdę pięknego wnętrza.


Możemy wybrać doskonałe drewno, piękny kamień i idealny kolor ścian, a potem wkręcić źródło 6000 K i urządzić sobie w salonie dział diagnostyki obrazowej.


Do większości wnętrz mieszkalnych bardzo lubię okolice 2700–3000 K. To światło ciepłe, przyjemne, dobrze współpracujące z drewnem, beżami, kamieniem i tkaninami. W salonie i sypialni najczęściej właśnie tam będziemy się poruszać. Nie męczy wzroku, daje odpoczynek, ale również może usypiać osoby przyzwyczajone do pracy w biurze.


W kuchni, łazience czy miejscu pracy można rozważyć 3000–4000 K, szczególnie w oświetleniu zadaniowym, jeżeli zależy nam na bardziej neutralnym odbiorze kolorów i dobrej widoczności. Nie oznacza to jednak, że łazienka automatycznie potrzebuje zimnego światła. Możemy mieć inne światło do makijażu i inne do wieczornej kąpieli. Jedno pomieszczenie nie musi mieć jednego scenariusza.


I to jest chyba najważniejsza rzecz, którą warto zapamiętać: projektujemy sceny świetlne, a nie tylko lampy.


Najszybszy sposób na zepsucie lampy? Zła żarówka


Jednym z najczęstszych błędów jest kupienie pięknej oprawy i potraktowanie źródła światła jako technicznego dodatku. A ono jest częścią lampy. Jeśli mamy ażurowy klosz, przez który bezpośrednio widzimy źródło światła, bardzo mocna żarówka może powodować olśnienie i nieprzyjemne powidoki. I zamiast nastrojowej lampy dostajemy małe prywatne słońce wiszące nad stołem.


Czasem rozwiązanie jest banalne: słabsze źródło, mleczna bańka, odpowiednia żarówka dekoracyjna albo ściemniacz. Warto też sprawdzić, czy sama oprawa rzeczywiście została zaprojektowana do funkcji, którą próbujemy jej nadać. I tutaj warto się jeszcze pochylić nad sprawą samej oprawy. Ostrzegam - kupowanie oprawy "bo ładnie wygląda na wizualizacji na pintereście/facebooku/itp." bez zobaczenia jej na żywo w salonie to równie dobry pomysł, co poruszanie kwestii politycznych w rodzinnym gronie.


Drugim klasykiem jest mieszanie temperatur barwowych. Jedna oprawa 2700 K, obok 4000 K, a pod szafkami kuchennymi jeszcze coś, co ewidentnie chciałoby zostać reflektorem na parkingu. Jeśli nie jest to celowy zabieg projektowy, efekt zwykle wygląda przypadkowo. Najszybsza naprawa? Ujednolicić źródła światła.


Trzeci problem to jedna lampa na środku pomieszczenia, od której oczekujemy wszystkiego. Ma oświetlić stół, kanapę, obraz, książkę i drogę do kuchni. Nie da rady. I nie jest to jej wina.


Klosz też ma znaczenie


Szkło kochamy za lekkość. Nie zabiera wizualnie przestrzeni, pięknie pracuje ze światłem i może wyglądać zarówno bardzo współcześnie, jak i klasycznie. Ma jednak pewną wadę: widać na nim życie. Kurz, odciski palców i – zależnie od konstrukcji – samo źródło światła. Przy przezroczystym szkle trzeba więc szczególnie uważać na wybór żarówki.


Klosze tekstylne dają z kolei piękne, miękkie, rozproszone światło. Wprowadzają do wnętrza coś, czego czasem bardzo brakuje w nowoczesnych projektach – miękkość. Nie są jednak moim pierwszym wyborem wszędzie tam, gdzie pojawia się dużo wilgoci, tłuszczu albo gdzie utrzymanie ich w czystości będzie sportem ekstremalnym. A! Alergicy raczej też powinni ich unikać.


Lampy vintage i antyczne to jeszcze inna historia. Potrafią zrobić wnętrze. Naprawdę. Jedna stara lampa wśród współczesnych mebli może dać więcej charakteru niż piętnaście idealnie dobranych dodatków z jednej kolekcji. Ale przy prawdziwych antykach trzeba pamiętać o stanie instalacji, oprawek i przewodów. Piękna historia jest świetna, zwarcie już trochę mniej. Podpowiem również, że stare lampy potrafią sporo ważyć, więc lepiej dopytać elektryka czy sufit utrzyma ośmioramienny żyrandol ze szkła murano ;)


Gdzie właściwie szukać lamp?


Mam marki, do których wracam regularnie i jedną z nich jest Maxlight. Fantastyczna jakość, bardzo dobre pomysły, ogromny wybór i wzornictwo, w którym naprawdę da się znaleźć rzeczy zarówno spokojne, jak i bardziej charakterystyczne. Moi klienci mogą też liczyć na dobre ceny, więc tym bardziej chętnie po tę markę sięgam.


Trochę prywaty: sama do nowego biura zamówiłam ich śliczną lampę Concept. Architekt wnętrz może godzinami opowiadać o funkcji, ergonomii i parametrach technicznych, a potem zobaczy piękną lampę i przez kilka minut zachowuje się dokładnie tak samo jak każdy inny człowiek. Na swoją obronę - lampa będzie głównie dekoracją i statement piece, bo mam bardzo jasne biuro.


Jeżeli budżet pozwala, zdecydowanie warto spojrzeć również na AQForm. Bardzo dobre nowoczesne rozwiązania techniczne i systemowe dają ogromną swobodę projektowania. To już nie jest wybieranie lampy. Można naprawdę projektować światłem: budować rytm, akcentować architekturę, prowadzić wzrok i tworzyć kilka zupełnie różnych scen w jednym pomieszczeniu.


A jeśli budżet przestaje być istotnym elementem rozmowy – zaczyna się bardzo przyjemna zabawa.


BOMMA. Vibia. Luceplan.


To są marki, przy których oświetlenie zaczyna funkcjonować na granicy wyposażenia, wzornictwa i sztuki użytkowej. Nie każda inwestycja potrzebuje designerskiej lampy za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Ale czasem jedna naprawdę wyjątkowa oprawa wystarczy, żeby całe wnętrze dostało charakter.


Przed remontem warto też po prostu pojechać do Maxfliz KATOWICE. Nawet jeżeli niczego nie kupicie podczas pierwszej wizyty. To jest zdecydowanie mój ulubiony salon na Śląsku. Zobaczenie materiałów i lamp na żywo, porównanie skali, faktur i sposobu, w jaki światło zachowuje się na różnych powierzchniach, daje znacznie więcej niż dwie godziny przesuwania palcem po ekranie telefonu. I dodatkowo - zespół naprawdę świetnych specjalistów, z wielką wiedzą i doświadczeniem.


Na koniec - trochę o wzornictwie


Kto mnie zna, ten wie, że mam słabość do secesji i współczesnego hiszpańskiego wzornictwa. Hiszpanie mają z oświetleniem relację, którą bardzo lubię. Może dlatego, że żyją w kraju, w którym naturalne światło jest niemal elementem architektury. Potrafią zostawić cień. Nie próbują równomiernie oświetlić każdego centymetra pomieszczenia. Pozwalają światłu budować nastrój, wydobywać faktury, znikać i pojawiać się tam, gdzie jest potrzebne. Jest w tym wiele natury, miękkości, organicznej potrzeby zachowania równowagi.


W hiszpańskich wnętrzach bardzo często podoba mi się właśnie to, że wieczorem nie wszystko musi być widoczne. Kamień dostaje światło z boku. Nad stołem pojawia się nisko zawieszona oprawa. W kącie świeci niewielka lampa, a część salonu spokojnie pozostaje w półcieniu.

I chyba tego przez lata trochę brakowało mi w polskich wnętrzach. Mieliśmy tendencję do oświetlania wszystkiego i niczego. Światło miało funkcję czysto użytkową, było warstwą funkcjonalną.


Na szczęście to się zmienia.


Polski design dojrzewa i coraz bardziej mi się podoba kierunek, w którym idziemy. Widać to nie tylko we wnętrzach mieszkalnych, ale również w przestrzeniach publicznych. Światło obecnie jest traktowane z dużą wrażliwością i doceniane za to jak potrafi wydobyć piękno z kolorów, tekstur, dekoracji.


Dlatego następnym razem kiedy będziecie wybierać lampę, spójrzcie czy kupując ją wspomagacie polski rynek oświetleniowy. Wasze decyzje wpływają na rozwój rodzimego designu znacznie bardziej, niż mogłoby się wydawać. A mamy dziś naprawdę wiele powodów, żeby zamiast oglądać się wyłącznie na Mediolan, Kopenhagę czy Barcelonę, czasem spojrzeć na to, co projektuje się tuż obok nas.

Twórz przestrzeń z pasją

Sprawdź, jak mogę Ci pomóc

Zamów wstępną wycenę
Sprawdź, jak mogę Ci pomóc