Plac Wolności 13 , Rybnik   44-200 , Śląskie

Dzisiaj temat, który jest mi bardzo bliski, bo od kilku dobrych lat łączę pracę Z domu z pracą W domu.


A praca z domu miała być spełnieniem marzeń. Koniec korków, porannego pośpiechu i jedzenia lunchu przy biurku. Można pracować w kapciach, zrobić sobie dobrą kawę, odebrać kuriera bez zostawiania mu instrukcji godnych gry terenowej i — przynajmniej teoretycznie — odzyskać trochę czasu dla siebie.


A potem okazuje się, że laptop stoi na stole w jadalni, plecy po kilku godzinach składają oficjalną reklamację, światło odbija się w monitorze, a pralka bardzo przekonująco sugeruje, że skoro i tak jesteśmy w domu, moglibyśmy przy okazji zrobić jeszcze jedno pranie.


Home office ma bowiem jedną zasadniczą wadę.


Jest w domu.


I dlatego dobrze zaprojektowane miejsce do pracy nie zaczyna się od wyboru pięknego biurka. Zaczyna się od stworzenia granicy pomiędzy miejscem, w którym pracujemy, a miejscem, w którym żyjemy. Najłatwiej jest oczywiście zamknąć drzwi osobnego gabinetu. Tylko że nie każdy dysponuje wolnym pokojem, który z czystym sumieniem może przeznaczyć wyłącznie na biuro. Na szczęście brak osobnego pomieszczenia nie oznacza jeszcze konieczności spędzenia najbliższych kilku lat przy stole w jadalni.


I nie, rozwiązaniem nie zawsze muszą być lamele.


Możemy zastosować dwustronny regał, który od strony salonu stanie się biblioteką, a od strony biura pomieści dokumenty, drukarkę i wszystko to, czego zdecydowanie nie chcemy oglądać podczas kolacji. Nie zamyka całkowicie przestrzeni, przepuszcza światło, a jednak tworzy wyraźną granicę.

Świetnym rozwiązaniem są też przesuwne przeszklenia, szczególnie ze szkła ryflowanego lub ornamentowego. Pozwalają zachować dostęp światła dziennego, ale wizualnie odcinają stanowisko pracy. Jeśli system zostanie odpowiednio dobrany, możemy przy okazji poprawić akustykę.

Bardzo lubię również ciężkie zasłony prowadzone po szynie sufitowej. Dobra tkanina potrafi wyglądać niezwykle elegancko, pomaga ograniczyć pogłos, a po zakończeniu pracy wystarczy ją zasunąć i komputer znika z pola widzenia.

W mniejszych mieszkaniach genialne bywa biuro ukryte w zabudowie. Otwieramy fronty — mamy blat, monitor, półki, gniazdka i oświetlenie. Zamykamy — zostaje spokojna ściana meblowa i ani jednego kabla przypominającego o wiadomości, na którą właściwie moglibyśmy jeszcze szybko odpowiedzieć.

Czasami nie potrzebujemy nawet fizycznej bariery. Granicę może wyznaczyć ustawienie sofy tyłem do stanowiska pracy, zmiana koloru lub materiału na ścianie, dywan albo zabudowa obejmująca fragment ściany i sufitu. Wnętrze pozostaje otwarte, ale mózg dostaje bardzo czytelny komunikat: tu zaczyna się inna funkcja. To szczególnie ważne, jeżeli pracujemy z domu regularnie. Stworzenie strefy pomaga nie tylko w koncentracji. Pomaga również później z tej pracy wyjść.


Ale zanim wyjdziemy, dobrze byłoby jeszcze móc wstać.


Krzesło, czyli piękne nie zawsze znaczy wygodne


Krzesło biurowe nie jest fotelem wypoczynkowym. Nie ma być wyłącznie miękkie i przyjemne przez pierwszych piętnaście minut. Jeżeli spędzamy przy biurku kilka godzin dziennie, powinno pozwalać na zmianę pozycji, zapewniać podparcie odcinka lędźwiowego oraz mieć regulowaną wysokość, głębokość siedziska i — najlepiej — podłokietniki. Bardzo dobrym rozwiązaniem są modele wyposażone w mechanizm synchroniczny, dzięki któremu siedzisko i oparcie reagują na ruch użytkownika. Zamiast przez osiem godzin próbować utrzymać jedną „prawidłową” pozycję, pozwalamy ciału się ruszać. I to właśnie ruch jest ważniejszy od obsesyjnego siedzenia idealnie prosto.


Dlatego coraz bardziej lubię również biurka z elektryczną regulacją wysokości. Możliwość przejścia na jakiś czas z pracy siedzącej do stojącej jest dużo sensowniejsza niż poszukiwanie jednego magicznego krzesła, które naprawi wszystkie nasze nawyki. Stołek siodłowy, aktywne siedzisko czy piłka mogą być świetnym urozmaiceniem, ale traktowałabym je jako drugie siedzisko, nie miejsce na cały dzień pracy.


Jeśli po ustawieniu krzesła na właściwej wysokości stopy nie opierają się swobodnie o podłogę, potrzebujemy podnóżka. Jeśli podłokietniki nie pozwalają dosunąć krzesła do blatu — prawdopodobnie trzeba je wyregulować albo zmienić. Ergonomia składa się właśnie z takich małych rzeczy, które osobno wydają się mało istotne, a po kilku tysiącach godzin pracy przestają być drobiazgami.


Laptop naprawdę nie został stworzony do ośmiogodzinnej pracy przy stole


Laptop jest fantastyczny, dopóki pamiętamy, że jego największą zaletą jest mobilność, a nie ergonomia. Ekran powinien znajdować się mniej więcej na długość wyciągniętej ręki, a jego górna część w okolicy wysokości oczu. Jeśli więc pracujemy na laptopie cały dzień, warto podnieść ekran i zastosować osobną klawiaturę oraz mysz. To jeden z tych zakupów, które nie zrobią absolutnie żadnego wrażenia na Instagramie, za to po kilku tygodniach szyja może zacząć wysyłać kartki z podziękowaniami.


Cisza również jest elementem projektu


Akustyka w home office jest jednym z tych tematów, o których przypominamy sobie zazwyczaj podczas pierwszego spotkania online.

Puste pomieszczenie, duże przeszklenia, twarda podłoga, gładkie ściany i minimalistyczne wyposażenie mogą wyglądać przepięknie, a brzmieć jak hala dworcowa. Nie trzeba od razu wyklejać ścian profesjonalnymi panelami akustycznymi. Czasami wystarczą zasłony, dywan, tapicerowane meble, regał pełen książek czy miękkie elementy ścienne. Jeżeli rozmowy online są istotną częścią naszej pracy, możemy pójść krok dalej i zastosować dekoracyjne panele akustyczne albo odpowiednio zaprojektowany sufit.


Akustyka jest zresztą świetnym przykładem tego, dlaczego wnętrza nie projektuje się wyłącznie oczami.


A teraz największy wróg home office: dom


Kiedy pracujemy w biurze, istnieje dość wyraźna granica. Wychodzimy. Zamykamy drzwi. Wsiadamy do samochodu albo idziemy na przystanek.

W domu droga z pracy do salonu może mieć cztery metry. I właśnie dlatego tak łatwo wpaść w pułapkę wykonywania dwóch etatów jednocześnie.

Wstawimy pranie między jednym mailem a drugim. Opróżnimy zmywarkę podczas rozmowy telefonicznej. Skoro już idziemy po kawę, można jeszcze szybko posprzątać blat. A kiedy wieczorem siadamy na kanapie, laptop nadal leży dwa metry dalej i bardzo niewinnie sugeruje, że przecież odpowiedź na tę jedną wiadomość zajmie tylko minutę.


Nie zajmie.


Dlatego projektując home office, warto ograniczyć również bodźce. Jeżeli podczas pracy patrzymy prosto na kuchnię, stos prania albo telewizor, część naszej uwagi bezustannie pracuje nad rzeczami, którymi w tym momencie nie powinna się zajmować. Zamknięte przechowywanie jest tutaj genialne. Dokumenty, przewody, ładowarki i sprzęt mogą zniknąć po zakończeniu pracy. Biurko nie musi być wystawą wszystkich obowiązków, które czekają na jutro.


I dobrze mieć mały rytuał kończący dzień. Zamknąć laptop. Schować dokumenty. Zasunąć kotarę. Zamknąć front zabudowy. Zgasić lampę.


Koniec.


Bo chyba właśnie tutaj znajduje się prawdziwy luksus dobrze zaprojektowanego home office. Nie w drogim biurku. Nie w designerskim krześle. Nawet nie w osobnym gabinecie. Luksus pracy z domu nie polega na tym, że możemy pracować zawsze.


Polega na tym, że możemy przestać.



Twórz przestrzeń z pasją

Sprawdź, jak mogę Ci pomóc

Zamów wstępną wycenę
Sprawdź, jak mogę Ci pomóc